Noworoczne wzloty i upadki


I znów z początkiem roku na pierwszych kartkach kalendarza piszę sobie setki postanowień i tysiące zapewnień. Że teraz to się na pewno się uda i będę miała czas, że teraz to nic mi już nie stanie na przeszkodzie… I znów snuję wizualizacje, jak to jednocześnie będę dbać o siebie i bliskich, pracując, gotując, tworząc, ćwicząc, blogując, podróżując, budując dom i czerpiąc z życia wszystko co ma do zaoferowania.

Za dużo naraz, powiecie? Ech, chyba naprawdę ciężko pozbyć się tej naiwności, która z każdym początkiem roku dodaje zbyt dużych skrzydeł fantazji. Bo marząc i wizualizując wznoszę się zazwyczaj zbyt wysoko, tylko po to by gdzieś w okolicach listopada spektakularnie upaść ze skrzydełkami sfajczonymi żarem rzeczywistości. No, przynajmniej do tej pory tak było… Odcinam się potem od świata, pełna frustracji i żalu po niezrealizowanych planach, na caluśki listopad i grudzień, z chusteczką w ręku i trzema marudzącymi chłopami w domu, czekając na styczniowe odrodzenie jak Fenix (tudzież Pliszka) z popiołów.


I co roku mówię sobie dość. Że już nie będę sobie postanawiać i wizualizować. Nie będę zaklinać rzeczywistości i oszukiwać samej siebie. Będę brać co dają, dawać ile mogę. Nie mniej i nie więcej. Bo znów się nie zbalansuję i potknę. Bo im wyżej na tych fantazjach wzlecę, tym upadek będzie bardziej bolesny. Ale ja to chyba masochistką jestem, od urodzenia. Bujam w tych obłokach, spadam, a potem znowu planuję. Przeżywam wciąż na nowo te same wzloty i upadki, dając sobie prawo do nieosiągalnych marzeń i spektakularnych porażek. 

Taką piękną katastrofę, niewypał moich corocznych zamierzeń zobrazuje idealnie ściana za kanapą. Było marzenie, był plan, był projekt – ścienna galeria. Obmyśliłam układ, obiecałam sobie co miesiąc znaleźć nowy obraz do wymarzonej kolekcji, w sklepie bądź w darmowy w necie. Fraszka, żaden problem, po jednym na miesiąc, multum czasu mam przecież. Miesiące jednak leciały, a ja tylko dwa obrazy znalazłam. I to nie przez to, że wybredna jestem (choć te ptaki są tak piękne, że chyba nic ich nie przebije). Notorycznie wszystko inne miało wyższy priorytet (od bloga zresztą też, smuteczek). Nie pomógł ani Ady.do, ani przypominajki w Google Callendar, nie pomogły książkowe plannery i karteczki samoprzylepne. I choć nie cierpię na prokratynację czy inne nieuleczalne leniuchowanie kanapowe, w pewnym momencie wszystko zawiodło, bo proza życia wzięła górę. Epicka klapa, proszę Państwa. Cztery obrazy na krzyż. Choć z boku można by myśleć, że to tak miało wyglądać. 

Daję sobie jednak prawo dalej marzyć, snuć wizualizacje i puszczać wodze fantazji. Wzlatywać zbyt wysoko i spadać potem z mocnym impetem. Przyzwyczaiłam się i z roku na rok jakby coraz mniej boli. Cztery litery wyraźnie stwardniały. Więc teraz znów otrzepuję siedzisko, zadzieram kiecę i lecę, hen, hen wysoko... Macham usilnie tymi skrzydełkami, rozpędzam się ile mogę. To kto na początek poda mi jakieś linki do darmowych plakatów, żeby mi ciut lżej było? 😄














Cudne plakaty Birds i La vie est bell są od Miło mi.

Ściskam noworocznie,
Pliszka

Pliszka

Małe przyjemności, wnętrzarskie różności, domowe szaleństwa - wszystko to w moim małym gniazdku w centrum dużego miasta. Podoba Ci się mój kawałek Internetu? Zostaw komenatrz lub dołącz do mnie na FB. Bądź na bieżąco ;) Zapraszam!

15 komentarzy:

  1. Wiesz co, ja mam niekiedy wrażenie, że to planerowanie, to dopiero strata czasu, pożeracz czasu, mega frustrator, jakieś cuda bajki, mazaczki, kredeczki, obrazeczki, planowanie, sr...w b...nie ;) kochana, ak człek nie zestresowany planami to samo idzie, jak codziennie wyznaczam sobie 3 rzeczy do zrobienia i już, duży plan to ja rozumiem, no ksiażkę pisze, to muszę coś zaplanować, ale reszta samo pójdzie, zobaczysz, bez spiny idzie i rozdrabnianiu się na te bazgrołki. ja mam prostego jak drut moleskine od 2 lat, nawet nie jest zapisany w 1/4 bo plan na dziś mam w głowie, lekarza zapisze w nim właśnie, czy jakieś ważności, że paczka przyjdzie, bo to trzeba odebrać, albo kurier, jak jest ich 5 to żeby nie pomieszało się. A co do galerii, no piękna się rodzi, nie ma co se spieszyć, ja 15 lat mieszkam w domu i wiele jest do zrobienia, a dopiero w ub. roku powiesiłam zdjęcia, które lubię nasze i naszych już obecnie dorosłych dzieci. Także spoko, byleby to co ma się zadziać było chęcią, możnością a nie smutnym zaplanowanym przymusem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie u nas duże wyzwanie bo budowa domu ;) Ciężko to rozplanować, zaplanować i ogarnąć z resztą życia. Ale masz rację karteczki nie pomagają. Bo można zapomnieć, żeby na te zapiski w ogóle spojrzeć ;) Obiecuję, nie dam się sfrustrować :)

      Usuń
  2. Świetnie wpis i piękne zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne są te ptaki!
    A jeśli chodzi o galerię ścienną, mam podobnie. Tylko że nie ustawiałam jakichś powiadomień czy czegoś takiego - po prostu jest plan, a ja... "szukam" odpowiednich ramek, na przykład. Cudzysłów, bo czasami to moje szukanie to... po prostu plan, by jakieś tam znaleźć - bez praktyki w zakresie xD Ale cóż, pierwszy krok poczyniony, tj. przemalowanie ściany na początku tego roku. Baza jest - teraz grafiki, obrazy, zdjęcia! (i te ramki - szit...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami bez planów nie daje rady, niestety. Wstyd przyznać, ale zapomniałam dziecka do przedszkola zapisać, bo taki kocioł mi się nagle zrobił w życiu. Więc teraz wszystko notuję. Żeby nie nawalić. Tylko z tego wszystkiego nie mam już siły na siebie i przyjemności. Więc żeby nie zwariować czas na siebie też muszę "zanotować"...
      A ramki zostawiam na koniec, nie starczyło na nie miejsca w bieżącej liście zadań ;) Kiedyś je może znajdę. Albo podpatrzę u Ciebie ;)
      Więc szukaj ich, Kochana, szukaj :*

      Usuń
  4. Ja nigdy nie robię postanowień noworocznych, bo wiem, że i tak nie podołam, za dużo chciałabym na siebie od razu wziąć. Lepiej stawiać sobie zadania na dzień, tydzień, miesiąc. Niż od razu na cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ten Nowy Rok tak kusi wizualizacjami. Czyż nie fajniej pomyśleć o 10 kg mniej zamiast o 1 kg ;)

      Usuń
  5. Zgadzam się, postanowienia są ważne, ale trzeba dać sobie też trochę luzu :) bardzo łądne zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Postanowienia noworoczne, jak dla mnie to świetny sposób na delikatne zaplanowanie swojego roku. Wiadomo nie zawsze idzie trzymać się postawionych sobie postanowień. Świetny wpis i cudowne zdjęcia, przepięknie zagospodarowana przestrzeń, ma ten swój przyjemny klimat. Dodatkowo te zdjęcia fantastycznie go oddają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię magię początków i euforię im towarzyszącą. Czasami lepiej dać sobie prawo do marzeń, nawet później niezrealizowanych, niż pozbyć ich się całkowicie.

      Usuń
  7. Moim zdaniem postanowienia noworoczne powinny być przemyślane i co najważniejsze spełnione. Motywacja na pewno się przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planowanie zawsze mi tą motywację wspomaga :)

      Usuń
  8. Uwielbiam motywy z ptaszkami :) Są słodkie! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia :) Podoba mi się ta okrągła poduszka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy wpis. Przyznam, że zmotywował mnie do działania :)

    OdpowiedzUsuń