Wakacyjne wibracje

Wakacje to czas wymyślony specjalnie dla dzieci. Tylko i wyłącznie do ich dyspozycji,  do bezrefleksyjnego marnotrawienia. Na złość dorosłym. Młokosy biegają wtedy po słońcu i szaleją na trzepakach. Zajadają się lodami i zapijają kompotem od babci. Rozdzierają spodnie na płotach i podbierają mirabelki. Bujają w obłokach. Wykorzystują wolność jakiej nigdy potem nie doświadczą, nie doceniając wartości tego, co kiedyś niechybnie stracą. Ci nieświadomi szczęściarze…

Wspominam wszystkie lata mojej wakacyjnej beztroski, kiedy z obdrapanymi kolanami jeździłam na rowerze, kiedy goniłam w berka do utraty tchu, a mama po zmroku nie mogła mnie przywołać do domu. Ile lat wtedy miałam? Osiem, a może dziewięć? Nie pamiętam… Zlewają mi się w jedno i widzę je już jak przez mgłę. A może to po prostu zaparowała szyba w mojej korposzklarni. Szyba, do której przyklejam nos, patrząc na te małe dzieciaki kopiące porwaną piłkę po drugiej stronie ulicy. Zazdroszczę im? A skądże. No przecież teraz też się dobrze bawię, prawda? Są wakacje, a ja szaleję w Excelach i zajadam się sałatką low carbon. Drę rajstopy o biurko i bujam się na obrotowym krzesełku. Podbieram spinacze koleżankom. Duża już jestem i więcej tej wakacyjnej wolności mieć powinnam. Przecież mama już mnie po zmroku nie woła. To czemu tak marudzę ;)

Praca mnie połknęła, przeżuła i wypluła. Twarda byłam i się nie dałam. Ale i tak jestem pokiereszowana. Teraz, po dwóch miesiącach, wychodzę na prosta i szukam zagubionych klimatów.  Podobno wakacje to stan umysłu. Odklejam więc nos od szyby i szukam letnich wibracji. Jedyny plus z bycia dorosłym to karta bankowa zamiast świnki skarbonki - tropię więc tropikalne klimaty w sklepach. Zresztą te  motywy to sezonowy must have, zwłaszcza w żywym wydaniu. I tak:
  • Nie mogłam się nie oprzeć kilku zielonym uwodzicielkom, zwłaszcza boskiej Monsterze, do której wzdychałam bez mała od zimy. Piękny okaz, ze świeżymi zalążkami liści, wypatrzyłam  w Ikei. 
  • Inne pięknotki, jak Calathea czy Maranta, przytachałam z osiedlowego spożywczaka (sic! z Rabatu). Dodają sznytu mojej egzotycznej kolekcji ;)
  • W przebłyskach świadomości i wolnego czasu (nie mogę uwierzyć, że jednak taki miałam) stworzyłam moją Lady Katus. Byłaby z niej niezła para dla tańczącego Groot’a ;) Filcowanki są takie wdzięczne w wykonaniu. Polecam wszystkim krafterskim amatorkom.
  • Szukając wakacyjnych nastrojów w Galerii Katowickiej natknęłam się na nowy sklep – japoński Miniso. Moją uwagę przykuł ładny wybór „piśmienników”, ale mają tam też wiele ciekawych gadżetów do domu – to trochę taki Alliexpress w pigułce ;) Może w innych miastach też mają swoje oddziały?
  • Napadłam na Flying Tiger (arbuzowy długopis i pompony, które docelowo chcę przypiąć do kosza) i TKMaxx (kubki w ananasy). Kaktus lampka i podkładki w geometryczne wzory - dawno temu w Pepco.
Pal sześć dieta low carbon, podarte rajtki i Excele. Pal sześć dorosłe obowiązki.  Rozglądam się po moim domu i cieszę się jak dziecko. Wreszcie czuję te letnie wibracje.  
Tylko tego kompotu po babci jakoś brak...


Kaktus z filcu

Monstera IKEA

Summer vibes office

Bohemian home office

Urban jungle blogger

Monstera IKEA














Pamiętacie jak marudziłam na minimalizm?
Wreszcie wnętrzarski świat powrócił do kolorów, roślin i efektownych dekoracji. Cieszę się, bo wakacje powinny trwać cały rok. Choćby tylko jako stan umysłu ;)

Pozdrawiam kolorowo,
Pliszka


Pliszka

Małe przyjemności, wnętrzarskie różności, domowe szaleństwa - wszystko to w moim małym gniazdku w centrum dużego miasta. Podoba Ci się mój kawałek Internetu? Zostaw komenatrz lub dołącz do mnie na FB. Bądź na bieżąco ;) Zapraszam!

9 komentarzy:

  1. Wszystkie kwiaty, jakie widać u Ciebie w domku, pamiętam z domu rodziców: monsfera, fikusy, paprocie, kalatea. A maranta?! o jacie no była była - cudny kwiat, te liście ech... Za małe mieszkanie mam na to wszystko.
    I zobacz Pliszko, jakie my mamy wspomnienia zabaw z dzieciństwa: podchody, gumy, skakanki, basen w metalowej wannie, chleb z masłem i cukrem, szczaw jedzony w pęczkach.
    A co te nasze dzieci, wnuki: telefony przed nosem non stop.
    ech
    Bawmy się więc my.
    Kolorowo, wakacyjnie, przytulnie zrobiło się u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba szukać radości w prostych rzeczach, te kwiaty są tego przykładem. Patrzę na nie i pycholek mi się bezwiednie do nich uśmiecha. Bo na skakance już nie poskaczę...
      A co do małego mieszkanka - może znajdziesz miejsce choć na jedną półkę. U mojej babci w domu na środku pokoju stała gigantyczna palma. Dała radę, choć metraż był znikomy ;)
      Ściskam!

      Usuń
  2. Monstera też za mną chodzi, ale boję się jej gigantyzmu. Zresztą obawiam się, że nie przetrwa u mnie zimy. Czy my czasem nie jesteśmy sąsiadkami, znaczy lokalizacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak sąsiadko, w oddali widzę Spodek :)
      A w Monsterze też się boję jej wielkości. Choć za rok się wyprowadzamy na większy metraż, to może w nowym domu znajdę jej dobre miejsce.
      Ale tak jak mówisz, żeby tylko zimę przetrzymała.

      Usuń
  3. Masz cudowne kwiaty. Kaktusik uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Normalnie lato w powietrzu! :) Świetnie to wszystko wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano trzeba się jakoś nastrajać, skoro większość dnia człowiek w pracy siedzi i tego lata to za bardzo nie widzi ;)

      Usuń
  5. Piękne dekoracje. Czasem wystarczy dodać niewielką drobnostkę a można tak dużo zmienić :)

    OdpowiedzUsuń