Słodka kuchnia i muffinki (bez cukru)


Lubicie słodką kuchnię? Ja za nią przepadam! Uwielbiam słodkości, najlepiej hurtem i bez ograniczeń. Wprawiają mnie w dobry nastrój i umilają życie. Potrzebuję ich do śniadania, obiadu i kolacji. Do kawy i koktajlu. Dosładzam praktycznie wszystko, co tylko wpadnie mi w ręce, zwłaszcza nudne zupy. Desery to już właściwie obowiązkowo. Sałatki też mi się nie wywiną. Nie używam jednak do tego bez umiaru glukozy, fruktozy, czy tam innej sacharozy. O, nie! Ja doprawiam dania w inny sposób - stosuję wyborną pastelozę. Znacie ją, prawda? To taki dietetyczny słodzik, modny ostatnio. Wynaleziono go po to, aby sam talerz, miska lub kubek był na tyle słodki, że osoba spożywająca potrawę nie poczuła w nim braku tej innej, spożywczej słodyczy. Zalecany zwłaszcza przez duńskich lekarzy z klinik Ib Laursen, Rice i Green Gate. Badania kliniczne potwierdziły jednak, że działa tylko na kobitki, a skutkiem ubocznym częstego stosowania  może być uzależnienie. Trudno uleczalne, niestety.

Minimalizm - nie, dziękuję!

Podziwiam wszystkie wnętrzarskie minimalistki, otaczające się ascetycznymi dodatkami topowych, skandynawskich marek i stosujące paletę kolorystyczną tak wąską, jak talia Scarlett O’Hary. Podziwiam, lecz nie udaje mi się przybliżyć ani o centymetr do ich wybielonej  wersji domów, z salonami pełnymi białych, lnianych poduch, sterylnymi kuchniami i pokojami dzieci z trzema zabawkami na krzyż (koniecznie z drewna!). Z urządzaniem mieszkania jest u mnie bowiem jak z dietą. Niby wiem, że co za dużo to niezdrowo, że nie tak wyglądają mieszkaniowe trendy i co ociera się o infatylizm. Ale niestety, zbyt często ulegam pokusom. Zbyt często sobie folguję i zbyt często dopada mnie szpargałowy szał zakupowy. Żeby choć w jednej, stonowanej i minimalistycznej konwencji. A gdzie tam! Wszystkie kwiatki, kratki, kropki są moje! Totalny stylistyczny misz-masz!

Wymiękam na takich zakupach zwłaszcza w chwilach krytycznych. Wymiękam, gdy dopadają mnie smutki, chandry, doły i deprechy. Nie zagryzam ich bowiem kolejnymi porcjami ciastek, batoników i lodów – ja wtedy dosładzam się wizualnie. Kupuję barwne notatniki, robię wystawki z ulubionych drobiazgów, wieszam urocze obrazki, rozstawiam przywoławcze uśmiechów... I wiecie co, skutkuje! Kiedy dom tonie w słodkiej porcelanie, ptaszkach, kwiatkach i pastelach jest mi lepiej, dużo lepiej. Zresztą taka słodycz nie idzie w biodra, co najwyżej bije trochę po oczach moich chłopów ;)

Ostatni rok miałam ciężki i smutny (kto wie, ten wie). Dokładając trzy pobyty w szpitalu z dziećmi, niekończące się przeziębienia, rotawirki i grypy, już dawno powinnam była mieć wykupiony karnet do najlepszego psychologa w mieście lub co najmniej własny pokój w wariatkowie. Pomogły mi duże ilości kakao, rodzinne uściski oraz radocha, jaką daje osładzanie własnego gniazdka. I choć fizycznie sił nie miałam (i dalej nie mam) na żadne twórcze DIY czy spektakularne zmiany, wystarczą mi sporadyczne wizyty w sklepach i buszowanie po sieci. TKMaxx robi za najlepsza cukiernię, H&M Home ma dostawy lepsze niż Telepizza. Nie znam dla siebie skuteczniejszej terapii. A minimalizm - cóż: Nie, dziękuję! Liść scandi sałaty mi jeszcze nie wystarcza ;)

Home office

Female office

Ostatnio polegam przy festyniarskim, zielono-różowym koszyku z Ikei, który uśmiechał się do mnie i wołał z półki „Bierz mnie!”. Te niestonowane kolorki, ten nie pasujący mi plastik, ta niezaduża przecena. Wszystko tak bardzo na nie. Ale nie, NIE mogłam mu się jednak oprzeć! Bo w końcu planowany pobyt w szpitalu. Trzeba sobie zrekompensować te smutki i smuteczki. Niby usuwanie migdałków u dzieci to podobno fraszka, ale matka zawsze się będzie przejmować na wyrost. A i spadek serotoniny gwarantowany. Kupiłam więc, nie podejmując nawet zbyt dużej walki z racjonalnym pytaniem „Ale co ja z nim zrobię?”. Przecież to oczywiste, że wykorzystam go jako stojak na gazety!

IKEA picnic basket

Retro picnic basket

Lovely office stuff

Pink bird graphic

Bookmark bird

Bookmarks

Washitapes dots

Dianthus Pink flowers

H&M box

Słuchawki z Lidla

Office corner

Office decorations


Codziennie sobie patrzę na mój zdecydowanie nieascetyczny, biurkowy kącik i szeroko się  do niego szczerzę. Autentycznie czuję jak poziom hormonów szczęścia powoli wraca mi do normy (wiadomo, polepszający się stan zdrowia Jasia też ma na to wpływ - już zresztą wróciliśmy  do domu). Popijam dla kurażu herbatę w pastelowej porcelanie i zaczarowuję nią szarą rzeczywistość. Resztę nadprogramowych smutków odganiam kolorowymi grafikami. Na przykład tymi sprezentowanymi przez utalentowaną Anua. Do których też się zresztą ciągle uśmiecham. Są jak wisienka na torcie w moim słodkim, chaotycznym mini-biurze.

Posypka zaś to:
  • Ptasia deseczka PiP Studio, kubek Pantone, notes To do  - TKMaxx
  • Talerz Żuczek, pudełko w łączkę - H&M Home
  • Zielony świecznik, zielony kubeczek, fioletowa doniczka,  kosz piknikowy - Ikea
  • Druciany koszyk, piórnik, nożyczki - Flying Tiger
  • Litery, ptaszek w klatce - Hurtownia Róża
  • Kolorowe długopisy, washitapes - Alliexpress 

Być może innym faktycznie wystarczyłyby tylko minisałatka, ja jednak jestem wzrokowym łasuchem ;)



Ślę słodkie uściski,
Pliszka




Może spodobają Ci się też:
=> Kraina fantazji biurowych
=> Do diaska z planowaniem
=> Zapudłowana 

MÓJ INSTAGRAM - PLISZKA MONIKA

Copyright © My little nest