Świąteczny pokój Skrzata

Trochę z Mikołajem na początku grudnia zawaliliśmy. Kalendarz adwentowy obmyślany w głowie jako fikuśna piramidka z opakowań po zapałkach, z racji braku czasu, spoczął niechlubnie niedokończony na dnie szafy. Zastąpił go sklepowy zamiennik - we wściekle słodkie ptaszyska, który, a jakże, przyjęty został z wielkim entuzjazmem przez mojego starszego Skrzata.

Gwiezdny prezentownik dla małych i dużych chłopców

Obudźcie mnie w środku nocy i każcie wymienić dziesięć rzeczy jakie chciałabym dostać w prezencie pod choinkę - na jednym wydechu wymienię pięćdziesiąt. Obudźcie w nocy mojego Mężusia i poproście o to samo -  przy odrobinie szczęścia wymieni najnowszą gra na konsolę. Którą i tak zaraz kupi, no bo po co ma do Gwiazdki czekać. Więcej rzeczy nie potrzebuje, nic nie chce,  minimalista jeden. 
Ja biedna, jak radar, cały rok wyczulona na każdy jego najdrobniejszy gest, wyłapuję kodowane podprogowo informacje, szkolę się w komunikacji niewerbalnej, a on nawet nad najbardziej wypasioną wiertarko-wkrętarką czy wszystkomogącym zegarko-kompaso-barometrem nie westchnie. Okiem nie mrugnie. I jak tu Panie wiedzieć czy podoba się czy nie, jak kupować te chłopskie prezenty!

Ano, odwołać się do jego wewnętrznego dziecka! Każdy facet je ma, pod warstwą marynarek, zasad, norm i całej tej sztywnej dorosłości, Całego tego "wypada" i "nie wypada". Trzeba tylko je namierzyć, wychwycić te migające iskierki w oku na widok sterowanego autka czy starego komiksu wyszperanego w piwnicy. Widuję je w oczach mojego Mężusia coraz częściej, kiedy bawi się z dwójką naszych dzieci. 

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... był sobie pokój przedszkolaka


Star Wars fan's room

Marzyłam o takim spokojnym wnętrzu dla mojego małego łobuziaka. Przeciwwadze dla wszechobecnych klocków, autek i figurek, rozrzuconych wycinanek i całej tej jego surrealistycznej twórczości. Marzyłam o pokoju odrobinę skandynawskim, ale nie surowym. Bardziej  praktycznym, niż designerskim. Stonowanym kolorystycznie, ale z lekkim pazurem. Wyraźnie chłopięcym, ale z ukłonem w stronę moich dekoratorskich upodobań. Gdzie pierwsze skrzypce grają obowiązujące na dany moment pasje synka (zmieniające się jak w kalejdoskopie), jednak bez jednego mocno narzucającego się tematu.

Domowy plac zabaw


W czasie deszczu dzieci się nudzą. W czasie upałów jeszcze bardziej. Bo na chlapę czasami wystarczą dobre kalosze i pelerynka, a w ostrym słońcu wszyscy prędzej czy później wymiękają, no i są miejskie granice golizny ;)

Pamiętajmy o ogrodach

Miasto latem wcale nie rozkwita. Patrząc przez okno brak mi w nim kolorów, kwiatów, klombów, rabatek. Liczne skwery obsadzone drzewami, świecą tylko łysinką na trawnikach. Finezyjnie usypane ścieżki i trasy dla biegaczy. Nie uświadczysz jednak na nich ani róży, ani chwastów. A szkoda... szkoda tej wolnej przestrzeni, która mogłaby być popisem dla szalonego ogrodnika. Która mogłaby radować oczy przechodniów feerią barw i odurzać zapachem, przy akompaniamencie zapracowanych pszczół. Urozmaicać szare blokowiska.

Kraina fantazji biurowych

To był początek lat 90-tych. Galopujący kapitalizm. Otwarcie na Zachód i Azję. Szał kolorów i produktów, o których tylko nieliczni mogli pomarzyć wertując katalogi przesłane przez ciotkę z Niemiec. Pewexy pełne Lego i Barbie. Zagraniczne marki, które jeszcze nie zdążyły uzależnić nas od swojego logo. Świat konsumpcjonizmu na wyciągnięcie ręki. A w tym wszystkim - my, dzieciaki z szaroburymi zeszytami w granatowych tornistrach, dla których szczytem marzeń były rosyjskie flamastry, a plastelina była towarem deficytowym.

Miałam niezwykłe szczęście. Mój wujek otworzył koło domu hurtownię artykułów papierniczych. Wtedy, w dobie bez centrów handlowych i supermarketów, gdzie alternatywą dla warzywniaka było tylko Społem, hurtownia ta stałą się mekką dla mnie i moich znajomych z okolicy.
Mogłam czuć się wybrańcem losu, bo całe wakacje obcowałam z kartonami zeszytów Pinia, pudłami pełnymi wzorzystych piór kulkowych (kto pamięta?) i ryzami wkładów do segregatorów, z których później rozwinęła się mania kolekcjonowania karteczek. Pamiętam jak codziennie rano zrywałam się z łóżka i na skrzydłach pędziłam do hurtowni, aby pomagać klientom w wyborze towarów. A potem cały dzień, bez znużenia, pokazywałam, raz po raz, kolejne wzory gumek do ścierania,  nowe kształty strugaczek, nowe okładki notesów... Dziecięcej radości nie było końca. Ale nie tylko ja miałam ten ekstatyczny błysk w oku, kiedy napoczynaliśmy kolejne pakę artykułów biurowych. Nikt do tej pory nie spotkał się z takim bogactwem form i kolorów.

Tak, mogę przyznać, to były najcudowniejsze wakacje mojego życia. Spełnienie dziecięcych marzeń i fantazji. Hurtownia wujka nie wytrzymała jednak presji konkurencji. Budowa w okolicy centrów handlowych zrobiła swoje. Zostały tylko wspomnienia. I ten błysk w oku, kiedy widzę artykuły biurowe. Muszę się wtedy mocno trzymać. Choć czasem zgrzeszę i dokupię coś do mojego domowego biura. Wtedy znów się czuję, jakbym miała dwanaście lat...





















To nie cały mój papierniczy arsenał. Ta mała dziewczynka uzbierała już całkiem pokaźną komodę kreatywno-biurowych przydasiów. Starczyłoby dla niejednego.  
Ale powiedźcie proszę, że też tak macie? Że nie jestem odosobniona w tym szaleństwie?

Pozdrawiam Was z błyskiem w oku
Pliszka

Miało być himmeli...

Miało być himmeli. Szybki tutorial i kilka zdjęć. Wyciągnęłam na stół rurki, nitki i inne gadżety. Nie zdążyłam. Janek oderwał się od klocków i przybiegł do mnie:

- Mamusiu masz czas? Pobawisz się ze mną? Kubuś śpi.

Przewijak na komodzie czyli jak ułatwić sobie życie

Pierwszą opcją na przewijanie było łóżko - że bezpiecznie, miękko i przestrzennie. Spróbowałam raz, drugi, trzeci... czwarty raz już nie spróbowałam, bo Mężuś biegł w te pędy po przewijak do sklepu dziecięcego  (dobrze, że za winklem i w poniedziałek), gdy ja w tym czasie googlałam objawy rwy kulszowej. Ból kręgosłupa ustał, ale zamiast niego pojawił się  ból głowy, jak ten nowiuśki przewijak ułożyć.

Wiek niewinności


Jeszcze zasypia wtulony w swego ukochanego misia, jeszcze z zapartym tchem ogląda przygody Piotrusia Królika i tworzy farmy z klocków Duplo. Z rozbrajającą minką pokazuje trzydzieści kartek zarysowanych w przeciągu dziesięciu minut wyścigami Zygzaka McQuena, a największą frajdę sprawiają mu naklejanki, jeszcze... 

W lesie


Kwiaty, jajka, kurczaki - w blogosferze już wiosna pełną parą, a ja? Ja jeszcze w lesie! Zimowym lesie...

MÓJ INSTAGRAM - PLISZKA MONIKA

Copyright © My little nest