Huncwot jeden

Rozpuściłam łobuziaka. Rozbiesiłam do potęgi entej. Zamiast przesypiać spokojnie noce w zaciszu własnego łóżeczka, zaanektował łóżko rodziców, zapewne uważając, że skoro jest najważniejszy, należy mu się jak największy kawałek przestrzeni. A mamusia, bidulka,  wciśnięta w kąt własnego materaca, zasypia i budzi się w tej samej pozycji. Niewyspana nie dlatego, że synuś nie chce spać, ale dlatego, że ręce i nogi toczą w nocy walkę z podświadomością, aby wreszcie rozprostować się po całym dniu karmienia, tulenia i przewijania. Walkę niestety przegraną (tak, tak, z rana uskuteczniam zombie walk).

Nowy początek


Dwa miesiące temu mój wszechświat zatrzymał się na sekundę.
 Wszystko wokół przestało istnieć, a ja w radości i trudzie 
przywitałam na nim cudowną, małą istotkę - mojego synka Kubusia. 




W sypialni przygotowałam mu mały, zaciszny kącik otulony bielą. Na nowy początek. 
Nie śpieszę się z urządzaniem. Kubuś dopiero zacznie odkrywać świat. Wszystko przed nim.
Na razie do szczęścia potrzebuje tylko bliskości mamy.


 




Ważniejszym zadaniem niż urządzenie pięknego wnętrza dla niego będzie czuwanie, aby wyrósł na szczęśliwego człowieka - z pięknym wnętrzem.



Pozdrawiam Was serdecznie z blogowego urlopu macierzyńskiego,
jako podwójna mamuśka ;)

Pliszka



MÓJ INSTAGRAM - PLISZKA MONIKA

Copyright © My little nest