DIY* Szybkie świąteczne pele-mele

Ten pomysł już długo chodził mi po głowie. Czy go gdzieś podpatrzyłam, czy sama się natchnęłam, już nie pamiętam...
Koncepcja jest prosta, a wariacji na temat można zrobić tysiące. Mi wyszła świąteczna :)

Do zrobienia pele-mele potrzebne są:
  • tamborek
  • kawałek materiału 
  • cztery kawałki tasiemki
  • 10 minut wolnego czasu
Materiał zakładamy na mniejsze kółko w tamborku.
Układamy na krzyż tasiemki.
Dociskamy wszystko większym kółkiem.
Nadmiar tasiemek i materiału obcinamy lub podklejamy do taborka taśmą np. malarską.
Opcjonalnie dodajemy zawieszkę lub wieszamy bezpośrednio na haczyku.

Et voila!

Na razie pele-mele jest puste. Do wydrukowania retro zawieszek potrzebna by była działająca drukarka. Niestety ostatnią zepsuł wszędobylski Skrzat. Do Bożego Narodzenia na szczęście jeszcze daleko...
 
W Gwiazdkowy klimat wpisują mi się za to bombeczki i drewniana skrzyneczka zakupiona ostatnio w Pepco. Muszę tam częściej zaglądać, bo zdarzają się perełki :)
I moje ukochane gwiazdkowe kubeczki od Krasilnikoffa. Dzięki nim mam świątecznie w kuchni przez cały rok ;)
Szybkie to DIY, takie najbardziej lubię. Trzeba by było obmyślić jakieś następne.
Sklepy nadają nerwowy ton tym przygotowaniom od kilku tygodni wprowadzając przedświąteczny nastrój.
W tym roku, jak co roku, obiecują sobie, że się jednak wyrobię ...

Uściski
Pliszka


Szybko, szybko ...

Szybko, szybko, póki słońce za oknem, pstrykam zdjęcia i cieszę się jak dziecko :)
Powód  radosny, bo urodzinowy. Stąd te kwiaty i sprezentowana od Świekry radosna poduszka.
A w ręku aparat z nowiutkim obiektywem - wymarzona stałeczka.Wzdychałam do niej od roku i wreszcie ją mam. 
Broń niebiosa ze mnie jakaś fotografka czy coś... nie pretenduję ;) Taka sam jak blogerka i dekoratorka ... dorywcza. Ale jedni marzą o nowych butach, inni o super gadżetach. Ja pomiędzy wnętrzarskim zakupoholizmem zapragnęłam trochę jaśniejszej optyki ;)
Na razie ta optyka łapie ostrość tam gdzie sama chce, a brak zmiennej ogniskowej przysparza o ból krzyża, ale nie dam się... twardym trzeba być nie "miętkim"!
W końcu trzy dyszki z piąteczką skończyłam - wiek zobowiązuje ;)


Nieruszone jeszcze leżą dwa kolejne prezenty:
Fotografia kulinarna.Od zdjęcia do arcydzieła; Nicole S. Young oraz Mamarazzi. Fotografowanie dzieci. Poradnik dla mam; Wasmuth Stacy.
Nie żebym od razu chciała zacząć prowadzić kulinarnego bloga i obfotografowywać kinderbale, ale kawał treściwej lektury zawsze się przyda...
A Wy macie jakieś godne polecenia pozycje o pstrykaniu?

Ściskam Was starsza o rok, ale wcale nie rozsądniejsza ;)

Pliszka

Straszna Impreza

Znów długo mnie nie było... stęskniłam się za tym moim małym światkiem i Wami. 
Czasami jednak są takie okresy, że po prostu się nie da... nie da się zebrać w garść i znaleźć czas.
Ale idzie ku lepszemu, udało mi się choć w jeden kąt ogarnąć i odpalić bloggera. Reszta gniazdka tonie w chaosie. Na dodatek ostatnio jakieś tajemnicze siły okleiły mi wszystkie meble naklejkami, bynajmniej nie za moją zgodą ;) I teraz je skrobie, skrobie, skrobie...

A propos sił tajemniczych i potworzastych, w ostatni piątek obchodziliśmy u nas nowomodną Straszną Imprezę.
Poszłam na totalną łatwiznę i dekoracje zamówiłam na necie. Za naprawdę niewielkie pieniądze udało mi się wyczarować "straszliwą" atmosferę.


Dynie, balony, girlandy, czachy... cóż więcej potrzeba do szczęścia rozbrykanemu czterolatkowi i jego rodzinie :)
No tak, zapomniałam o pająkach ;) Te też muszą być...


I możecie mnie odsądzić od czci i wiary, ale ja na prawdę lubię tą atmosferę. Lubię się przebrać za czarownicę, powycinać dynie (ta powyżej akurat jest dziełem Mężusia i Teścia), trochę się postraszyć, a na koniec siąść w półmroku zapalonych świec i się zadumać. Tak po prostu...
Kto pamięta o utraconych bliskich, nie potrzebuje dla przypomnienia specjalnego święta.
Kto wymazał ich z serca, data w kalendarzu nic nie pomoże...

Oj, mrocznie się zrobiło...
Na rozweselające zakończenie malutka dyniusia - sprzedawca zapewniał, że po zapieczeniu w piekarniku nadaje się w całości do zjedzenia. No to do dzieła... najwyższy czas przerobić te dekoracje na jedzenie ;)

Uściski,
Pliszka

MÓJ INSTAGRAM - PLISZKA MONIKA

Copyright © My little nest